Pociąg do podróży z pokorą w tle.

Wczoraj w ramach działań edukacyjnych tłumaczyłam „moim wietnamczykom” (znaczy, że mnie akurat nie wkurwili, jak mnie wkurwią trochę inne nazewnictwo opanowuje debatę), że pośrednik zarabia najwięcej. Dziś postanowiłam to wykorzystać na własnym podwórku cytując wypowiedź zawartą w poniższym linku.

Bai Tu Long

Dzielę się tym artykułem ponieważ właśnie tak lubię najbardziej podróżować po Wietnamie jak to tutaj zostało opisane i bardzo bym chciała aby przybysze z innych zakątków świata nie bali się takiego podróżowania bo ono jest niezwykle interesujące. Oczywiście nie będzie tak wygodne i łatwe do skoordynowania jak w Wielkiej Brytanii na przykład. Ale należy zaznaczyć, że raczej nie dla wygody się tutaj przyjeżdża a dla wrażeń i przeżyć innych od tych z którymi mamy do czynienia w naszym wygodnym skansenie na skraju Eurazji. Dlatego dziele się z Wami tym schludnym i sensownym opisem wyprawy rodaka, żebyście zobaczyli jak można i jak się ludziom z Polski chce. Może kasy na tym skrócie za wiele nie zarobię ale czasu na pisanie po raz drugi tego samego zaoszczędzę sporo 😉

Jednocześnie chciałabym się po ostatniej podróży i być może w przed dzień kolejnej podzielić jeszcze jednym: moje życie jako proces jest podróżą w głąb siebie i nieustającą obserwacją własnych zachowań i emocji oraz otoczenia pełnego innych ludzi z wachlarzem im tylko właściwych jednych i drugich wyżej wymienionych. Przyszło mi część tego procesu przeżyć (czasem mi się wydaje, przetrwać, szczególnie jak trafiam na tutejszą jezdnię) w egzotycznej scenerii -palmy to chuj nie egzotyka przy różnicach kulturowych i całej reszcie, która za nimi idzie, więc mam nadzieję, że nie trudno się domyślić, iż nie o wiecznie zielone drzewa chodzi.

Pamiętam, że przed wyjazdem i teraz wciąż często dosięga mnie opinia „ale jesteś odważna”. Ja traktuję to raz jako komplement a raz jako zobowiązanie. Chciałabym jednak podkreślić, że jak już się przeniesie do jakiejś odległej krainy, szczególnie w ramach emigracji i trochę usadowi,  nie o odwagę chodzi a o cierpliwość właśnie.

Nie ma tutaj batów za pisanie po szybach autobusu markerem (a w Singapurze są a niby taki zzachodnizowany) ani dziur w podłodze zamiast toalet ani gangów porywających białe kobiety w ciągu dnia ani chorób zakaźnych wystrzeliwanych z pistoletów na wodę, tutaj nawet smok jest kurwa przyjazny! Nie, nie żartuję – lubią tu smoki, które raczej są dla nich dobre niż straszne. Także nie bierzcie mnie proszę za odważnego bohatera stawiającego czoła wszystkim strachom, które zachodni umysł jest w stanie wyprodukować wychodząc ze strefy komfortu, co najwyżej za małego obserwatora w trakcie wielkiej lekcji pokory i cierpliwości. Jaki będzie ostateczny efekt nigdy nie wiadomo. Wiadomo jednak, że ludzie są wszędzie z dobrymi i  gorszymi intencjami. Z większym lub mniejszym potencjałem do wyrządzenia zła drugiemu człowiekowi. Coraz mocniej rozumiem, że nie w ludziach problem a w braku dystansu do nich.  Żeby mi go nie brakowało to zamiast bohaterstwa  zajmę się pokorą.

W przeciwieństwie do moich europejskich doświadczeń, najgorszy człowiek w Azji z jakim przyszło mi się zmierzyć to ja sama. Doświadczenie dużo bardziej doskwierające niż brak ważnych dla mnie i znanych mi pojęć w słowniku tubylców, jarmarczna estetyka i warunki sanitarne.

 

DSC00165

2 thoughts on “Pociąg do podróży z pokorą w tle.

  1. o na neptuna tudzież innego brodacza !! dzien dobry, Ależ cudny przerywnik od tej naszej słodko pierdzącej blogosfery 🙂 Bo i zakląć trzeba też. I fajnie. I dobrze napisane 🙂 pozdrowionka 🙂

    1. bardzo dziękuję za ciepłe słowo i jestem szczerze zaskoczona tym komentarzem bo nie reklamuje tego bloga za bardzo więc nawet nie czuje się częścią blogosfery 🙂 to bardziej forma pamiętnika i odwkurwiacza chyba 🙂 ale miło, że się komuś dobrze czytało 🙂 pozdro spod hanojskiej klimatyzacji

Leave your comment